Witam. Proszę o przybliżenie tych dwóch koncepcji czy metod dr.Sankarana.

Witam, „vital sensation” jest bardzo rozszerzoną metodą której nie da się przedstawić na forum. Przygotuje ci jednak kilka informacji, które tutaj w krótce umieszcze. Na razie tylko tyle: \"Vital Quest\" jest programem komputerowym Sankarana, który stosuje jego nową metodę prowadzenia homeopatycznych konsultacji: \"Vital Sensation\". W tej metodzie w przeciwieństwie do klasycznych metod prowadzenia konsultacji homeopatycznych więcej uwagi przywiązuje się do faktu jak pacjent odczuwa daną dolegliwości.

Nowa metoda Sankarana „Vital-Sensation” uczy pewnie dobierać lek homeopatyczny. Umożliwia ona wyróżnić leki z królestwa roślin, zwierząt i pierwiastków. To ułatwia dobór prawidłowego leku.

Sankaran przepracował 34 rodziny roślin, 9 grup zwierząt (ssaki, gady, insekty itd.) i wszystkie elementy układu okresowego pierwiastków.

Gdy znam „Vital-Sensation” (witalne uczucie) pacjenta, jestem w stanie powiedzieć czy potrzebuje on roślinny, zwierzęci lub pierwiastkowy lek. Potem przy użyciu specjalnej techniki pytaniowej, dowiaduję się w jakiej podgrupie jest jego uzdrawiajający lek.

Wszystkie te powiązania opierają się na od 250 lat znanych zasadach Hahnemanna, na wiele prób nowych leków homeopatycznych jak i na doświadczeniach współczesnych homeopatów. Metoda ta umożliwia ogromne zwiększenie informacji o lekach homeopatycznych. To umożliwia przepisywanie leków w homeopatii dotąd nawet nie odkrytych, co zwiększa niesamowicie skuteczność naszej pracy jako homeopaci.

Co to jest witalne uczucie?
Już Hahnemann w „Organonie Sztuki uzdrawiania” rozróżnia objawy i odczucia. Uczy nas aby zwracać najwiekszą uwagę na „uderzające, osobliwe, niezwykłe i szczególne (charakterystyczne) oznaki/objawy” w procedurze wyszukiwania prawidłowego leku. Witalne uczucie odzwierciedla najgłębszy, naj bardziej autenticzniejszy poziom ludzki. Ono jest najczęściej nie świadome i okazuje się na wszystkich poziomach przeżycia: w cielesnych oznakach/objawach, w rodzaju jak doświadczamy nasze otoczenie, w snach i w mowie ciała (gestach). To witalne uczucie jest nie sfałszowane i nie uzależnione od kultury, wykształcenia i otoczenia.

Tak więc rozpoznaję np. u pacjenta wrażliwość (rośliny) astrowatych na bóle i obrażenia i wybieram z grupy uwzględniając wyznaczone kryteria np. arnikę, chamomillę, belli perennis. Lub rozpoznaję w jego doświadzczeniu/przeżyciu temat zwierząt (przeżyci, ofiara-sprawca) i jestem w stanie według dalszych kryteriów wybrać zwierzęci lek z jednej z podgrup, który pacjent potrzebuje aby wyzdrowieć. Inny może pokazuje temat struktury (cecha królestwa pierwiastków) i ja mogę wuwczas wybrać odpowednią grupę która ozanacza prawidłowy lek.

Metodę tą na forum tłumaczyć, jak ona działa, jakie ma kryteria, co trzeba robić, jak pytać, na co zwracać uwagę przerasta ten format udzielania informacji. W tym celu przygotuję internetowe szkolenie, które zostanie w przyszłości umieszczone na naszych stronach.

A więc metoda ta,ukierunkowana jest na stan psychiczny lub stan świadomości (duszy człowieka). Znaczy się,że metoda 'Vital Sensation’, koresponduję z tym co mówią i piszą wszyscy wielcy lekarze, że leczenie odbywa się w świadomości.A to znaczy,że i choroba czy cierpienie też ma swój początek świadomości.Chyba cała sztuka i trudność polega na wyłowieniu(odkryciu)podstawowego odczucia,czy nawet może uświadomieniu go pacjentowi. Od siebie dodam,że ja sam tak pojmuję leczenie. Leczenie to uświadamianie

Witaj, nie całkiem. Sankaran doszedł to tych spostrzeżeń poprzez studiowanie Materia Medica: najczęściej poprzez cielesne objawy leków i odczucia do nich. Jeżeli np. pacjent opisuje swoje bóle jako bóle jak „otwarta rana”, odnajdujemy dla niego prawidłowy lek w rodzinie „compositaea”. Z rodziny tej pochodzi np. Arnica, lek który stosujemy jako pierwszy w homeopatii na rany każdego rodzaju! Jak pacjent dalej opisując reakcje na swoją dolegliwości nam zdradza że odczuwa ją (reakcje na swoją dolegliwość) np. jako: nagły ból, napad, przez którego wpada w panikę, tak jak by się nagle „świat zawalał”, otrzymujemy informację o miazmie (Sankaran nie dzieli tylko na psora, syphilis, sycosa i tuberculina – w jego modelu istnieje 10 miazm). Po tej informacji wiemy jaki jest prawidłowy lek: rodzina: compositeae, miazma: nagła, lek: Arnica lub Calendula! Oczywiście przedstawiłem to tutaj strasznie uproszczono, to tylko dla zapobiegnięciu teorii że „Vital Sensation” jest metoda tylko ukierowana na psychiczny stan świadomości, w żadnym wypadku nie tylko! Co do twojego pojęcia leczenia, popieram to!

Odnoszę wrażenie,że to nie taka prosta sprawa z tym odkryciem czy uchwyceniem tej autentyczności,skoro przepisałeś mi chyba z 10 leków! Wiem,że wszystkie odczucia są w nas samych, ale tylko to jedno wyraża się w osobliwy sposób.Mogę być świadomy tego odczucia albo nieświadomy. Mogę też świadomie tłumić i ukrywać prawdziwe uczucia.Należałoby sobie zadać pytanie,dlaczego ten osobnik tak się zachowuje.Co powoduje,że nie potrafi się otworzyć(nawet przed przychylnie nastwionym lekarzem).Być może,że lekarz wcale nie jest jego przyjacielem lub kimś,komu można byłoby bezgranicznie zaufać.Przecież lekarz,też musi się otworzyć na pacjenta,to działa w obie strony,a nie tylko w jedną(zasada rezonansu).Lekarz będąc tajmnieczym,nie może wymagać aby pacjent był otwarty i wylewny.Jestem przekonany,że relacja między lekarzem a pacjentem,jest drugą w hierachii.Pierwszą jest matka+dziecko! Jeśli myśli się poważnie o leczeniu. Uzdrawianie,to nie biznes,medale i zaszczyty. To coś więcej! W ślad za wyleczonymi pacjentami,przyjdzie sława i zaszczyty.Sądzę,żeby być prawdziwym lekarzem,to trzeba się nim urodzić albo mieć to coś od Boga. Zresztą,czy ważne są moje odczucia? Kogo to obchodzi? Może wygodniej jest olać gościa? Życzę Ci Remi,abyś się nie obrażał i zbyt szybko nie rezygnował. Tak naprawdę,to ja w Ciebie wierzę! Możesz mi wierzyć lub nie. Jedno zdanie ma temat wywiadu-rozmowy.Dr.Sankaran pisze w swojej książce,że wywiad jest łatwą, lecz zarazem najbardziej artystyczną i wymagającą zręczności procedurą.Stpniowo odsłania wewnętrzny stan pacjenta. Czy napewno to taka łatwa procedura? (p.s.to nie szybkie czasy to tylko ułuda,bo wydaje nam się,że jesteśmy zbyt powolni,ułuda która jest skutkiem naszych urojeń i zafiksowanych myśli.Świat i życie,toczy się w zgóry ustalonym rytmie.My natomiast,staramy się oszukać ten zgóry ustalony porządek i rytm. To też jest przejaw choroby).

zarówno z punktu widzenia pacjenta jak i terapeuty. Nie jest łatwo uchwycić autentyczność człowieka, pacjenta!? Tak, nie jest łatwo do tej pory przyzwyczailiśmy się do granych przez nas ról: syna, ojca, pracownika, męża, sąsiada. W tej nowej roli reflektującego pacjenta musimy się dopiero powoli odnaleść. Nie wszyscy umieją już podczas pierwszej rozmowy otwarcie rozmawiać o swoich problemach jak i swoich słabościach.

Podczas kolejnych rozmów ciągle jeszcze dochodzą nowe informacje, fakty, odczucia. Wiele rzeczy o nas uświadamia nam się podczas pierwszej rozmowy inne dopiero po jakims czasie. Dlatego ważne jest zdecydować się na konkretnego terapeute przy ktorym było by możliwe stopniowe odkrywanie siebie.

Co powoduje że ktoś „nie potrafi się otworzyć nawet przed przychylnie nastawionym lekarzem”? Są różne przyczyny dlaczego pacjent nie może się otworzyć przed swoim terapeutą. Częsta przyczyna jest jednak ogólnie nam znany problem „zamknięcia się w sobie.” Niejednokrotnie z powodu przeżytych w przeszłości sytuacji nie umiemy się zdobyć na zaufanie w stosunku do innych ludzi i tym samym w stosunku do terapeuty. Często jednak początkowy brak zaufania do prowadzącego lekarza zmienia się w trakcie terapii. Jeżeli jednak tak się nie dzieje to warto się zastanowić dlaczego? Komu tak naprawde nie ufamy i przed czym mamy swoje obawy? Bo przecież nie przed tym, iż nasz terapeuta wyjawi nasze głębokie tajemnice, no bo i po co miałby to robic?

Uważam, iż zaufnie do ludzi, terapeuty i życia w nas jest, albo go też nie ma. Co nie znaczy jednak, że nie powinniśmy słuchać naszego wewnętrznego głosu, który jest niejednokrotnie naszym wewnętrznym systemem nawigacyjnym. Jeżeli jednak nasz wewnętrzny system nas w pierwszej kolejności tylko ostrzega a nie prowadzi do celu, to wszystko wskazuje na jakis wewnętrzny problem.

Jeżeli ci się wydaje, że rozwiązaniem tego typu problemu byłaby przyjaźń ze swoim terapeutą to zapominasz, że ty przychodząc tutaj nie szukasz przyjaciela a kogoś kto fachowo pomoże ci zrozumieć samego siebie. (w idealnym wypadku terapeuta może zostać twoją bratnią duszą ale to nigdy nie bedzie twoj przyjaciel a nawet jeżeli już, to z doświadczenia wiem, że przestaje być wtedy twoim terapeutą)
Wybierając taki własnie rodzaj terapii musisz być gotowy na trudne pytania i często niewygodne dla ciebie wspomnienia co nie wspomaga w tworzeniu przyjazni. Zadaniem terapeuty jest objektywna ocena sytuacji psychicznej pacjenta, jego poglądów i odczuć. Z chwilą kiedy ten układ „leczący-pacjent” przestanie bazować na zdrowym objektywnym dystansie (co jest nieuniknionym skótkiem wzajemnej przyjaźni), odpowiednie dobranie leku staje sie bardzo trudne. To właśnie brak objektywnego stosunku do własnej osoby powoduje, iż pacjent który sam zna dokładnie zasady działania i metodę rozmowy nie jest w stanie uchwycić tego mu „najmniej logicznego” a jednocześnie najbardziej odpowiadającego jego istocie odczucia (wrażenia). Moim zdaniem, zadaniem dobrego homeopaty leczącego tą metodą nie jest głęboka przyjaźń z pacjentem i zdobycie jego „bezgranicznego zaufania”, a już napewno nie wtajemniczanie pacjenta w problematykę swojego osobistego życia, chociażby po to by nie zapomnieć kto tu jest naprawde leczonym a kto terapeutą.

Innym z powodów dla których takie otwarcie terapeuty nie jest pożądane jest fakt, iż nikt z nas (również i homeopata) nie jest doskonały, każdy ma tylko inny poziom świadomości. Według mnie istniejemy tutaj na tej ziemi po to, by doświadczać, każdy z nas robi doświadczenia, i w pierwszej lini to są TYLKO doświadczenia, dopiero potem dochodzi do nich ocena poprzez własną opinie, wychowanie i otoczenie, ocenę przez nasze ego, które nie pozwala być w danej chwili wolnym od problemów. Z tego właśnie względu odpowiedni dystans jest nawet wskazany. Dodatkowo odsłonięcie niedoskonałości jak i osobistych problemów terapeuty niesie za sobą ryzyko, które można by porównać do zjawiska nazywanego fachowo „efekt nocebo” mówiąc ogólnikowo „niedoskonały lekarz niedoskonała terapia”. Na temat tego efektu pisał Joachim Faulstich, niestety nie ma jeszcze jego tłumaczeń w Polsce.

Wracając do terapeuty i do leczenia metodą homeopatyczną, to najważniejszym celem, zadaniem dobrego homeopaty podczas rozmowy jest doprowadzić swojego pacjenta do takiego stanu, w którym on (pacjent) przestanie myśleć a zaczyna odczuwać. Dobry homeopata wykorzystujący tą metodę leczenia powinien odróżnić te słowa, odczucia które są logicznie skonstruowane przez pacjenta od tych przelotnych odczuć na pozór mało ważnych i mało sensownych, które stanowią jednak bardzo ważne sedno problemu danego pacjenta. Często takie właśnie odczucia zaskakują samego pacjenta. I ta procedura czasem trwa lata. Po 3,4 rozmowach nie zawsze twoje „źródło” zaczyna mówić. Wtedy z braku zaufania do samego siebie jednocześnie identyfikując się ze swoim ciałem, charakterem i opinią można bardzo szybko się zrazić do tego co sie próbowało. Ja radzę czesto moim pacjentom nie próbować, tylko zmienić własne przekonania, które właśnie są źródłem tego co odczuwają, co się wokół nich dzieje, co przeżywają i otrzymują.

Odczucia powinny każdego lekarza obchodzić który podchodzi do tej terapii poważnie, w pierwszej kolejności powinny jednak obchodzić ciebie samego! To przecież twoje zdrowie i twoja terapia! Zgadzam sie również z twoim stwierdzeniem, że „uzdrawianie, to nie biznes, medale i zaszczyty” tak naprawde gdybym nie musiał opłacać gabinetu, ubezpieczeń, domu, leczył bym tak jak to robił kiedys Bruno Gröning – czyli za darmo. Zgadzam się również i z tym stwierdzeniem: „żeby być prawdziwym lekarzem, to trzeba się nim urodzić albo mieć to coś od Boga”, uważam jednak, że wielu ludzi to coś w sobie ma, lecz niewielu to u siebie odkryło i umie zastosować.

Każdy robi swoje własne doświadczenia i tak powiniem do wielu spraw podchodzić tzn. jak do doświadczeń życiowych bez oceniania czy one są dobre, miłe czy też straszne. Wszytsko jest częścią mojej świadomości.

Mam nadzieje ze przynajmniej ogólnikowo odpowiedziałem na nurtujące cię pytania. Jak widzisz nie jestem obrażony i tym bardziej nie mam w planach zrezygnować z mojej praktyki. Nie jest to częścią mojej świadomości. Uważam że każdy robi swoje własne doświadczenia i tak powiniem do wielu spraw podchodzić tzn. jak do doświadczeń życiowych bez oceniania czy one są dobre, miłe czy też straszne i dlatego wypadało by się obrazić.

Nie do końca rozumiem skąd te wszystkie stwierdzenia które się tu pojawiły, mogę się domyślić że to frustracja związana z twoją terapią, ponieważ nie jestem pierwszym homeopatą którego konsultujesz i długo nie mieliśmy ze sobą kontaktu nie jestem na bieżąco jeżeli chodzi o twoją sytuację.

p.s. przepisałem tobie 3 leki w ciągu roku!!

error: Content is protected !!